sobota, 26 stycznia 2013

Elfriede Jelinek "koniec/ende"

JESTEM ZUPEŁNIE GDZIE INDZIEJ

Bogactwo barw, celebracja cielesności, erotyczna ekstaza, ignorowanie interpunkcji, mroczne mamidła.  Wszystko to składa się na poezję Elfriede Jelinek, w której nie uświadczymy jednak ani cienia porządku podobnego do powyższego zestawienia. Wraz z tomem koniec / ende dostaniemy za to kawał porządnej, choć nieuporządkowanej poezji, w której „wszystko zbyt się kręci”.


Można traktować te wiersze jako zapowiedź późniejszej twórczości Jelinek, jednak musiałaby to być zapowiedź dość przewrotna. Demaskowanie absurdalności stereotypów społecznych w powieściach i dramatach, za które w 2004 roku otrzymała Nagrodę Nobla, w poezji daje się zauważyć tylko w postaci niewyraźnych śladów. Pojawiają się tu i ówdzie „zakazane czyny dwóch chłopców” czy kleryk, który „jakiś jajnik jeszcze szybko splądrował”, jednak przestrzenią poetyckich poszukiwań jest dla noblistki natura, nie kultura.

Oczywiście zdarza jej się kilkoma wersami puścić oko do Rimbauda (w wierszu o oryginalnym, pionowym zapisie), Velaine’a, Klimta, Dalego czy Klee. Nieprzypadkowo jednak kilkanaście wierszy (a cały zbiór liczy ich 42) posiłkuje się w tytule nazwą pory roku, dnia lub miesiąca. Czas w końcu nie jest odmierzany pojawiającymi się dziełami sztuki czy prądami artystycznymi, ale upływa zgodnie z rytmem natury: wraz z łuną zachodzących słońc i kierunkiem jesiennego wiatru. Obecność przyrody jest namacalna i odczuwana bardzo silnie na każdym kroku. Świat wielu wierszy z niepokojem kąpie się w wielobarwnym, gęstym krajobrazie pełnym drzew, owoców, zwierząt. Ten pierwotny rys w poezji autorki uważanej później za skandalistkę jest absolutnie niesamowity. „Malinowe marzenia” i „malinowe pomarańcze”… jeszcze jedno słowo, a zacznie tu pachnieć Leśmianem!

O podmiocie lirycznym wierszy wiemy wiele i niewiele. Raz nazywa się „całkiem małym dzieckiem”, innym razem „kwoką”, potem przeobraża się w „czerwonokapeluszą czyścicielkę okien”, by następnie zostać „epileptykiem w nocnej koszuli” czy po prostu zwykłym „błaznem”. Nie wiadomo, które oblicze jest tym prawdziwym, skrywanym pod drugą skórą wyprawioną z efektownych masek. Każda taka prezentacja odbywa się w surrealistycznej atmosferze pięknego marzenia lub mrocznej wizji, która na pewno świadczyć może tylko o całkowicie wyzwolonej wyobraźni podmiotu wierszy. Podobnie rzecz ma się z najbliższym otoczeniem: wyimaginowaną rodzinę tworzą brat, który „wrzeszczy na swoim ukulele”, matka będąca „miękkim smyczkiem z gąbczastej kredy”, wreszcie ojciec - „obcy mężczyzna (…) z kogucim grzebieniem”. Eksperymentom słownym nie ma przy tym końca, a ignorowanie reguł interpunkcji i logiki dodatkowo wspiera ten przerażająco piękny świat.

W takiej galerii wierszy będących wyrazem niekontrolowanej ekspresji, skąpanych w dusznej i lepkiej atmosferze erotyzmu, agresywnych i niepokojących, nikt nie szukałby subtelnych utworów o miłości. Tym bardziej się zdziwi, gdy odkryje, że Jelinek nie była obca liryczna delikatność. Wiersz „my…” urzeka intymnym i nieco staroświeckim klimatem leśnej schadzki. Tym razem nie słychać ostrego krzyku barw, a tylko „zielone westchnienia twojego żywopłotu”. Już nie tak ciche, ale z natury swej równie delikatne i mgliste są też wspomnienia, które „przenikają przez zakątki świata jak skorupki jajek”, nie dając spokojnie żyć, nawet jeśli jest się zupełnie gdzie indziej.

Może więc wiersze z lat 1966-1968 nie miały być zapowiedzią dalszej twórczości Jelinek w ogóle, ale dalszego ciągu jej poezji? Może nie dane było mu nadejść, bo w tych juweniliach autorka zawarła swoją młodość, w którą zawsze wpisany jest tytułowy koniec? Może wreszcie kres nadszedł samoistnie i naturalnie, bo w wyniku zmęczenia przesytem barw, emocji i zabiegów poetyckich potrzebne były inne środki wyrazu?  A może to jeszcze wcale nie koniec końca?

***

Wszystkie cytaty w cudzysłowach za: E. Jelinek, koniec / ende, przeł. Ernest Dyczek i Marek Feliks Nowak, Fundacja na Rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, Wrocław 2012.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję księgarni Tajne Komplety.