wtorek, 30 lipca 2013

Ignacy Karpowicz "Balladyny i romanse"

POWIEŚĆ TO NIESŁYCHANA

Znających wcześniejszą twórczość Karpowicza nie dziwi fakt, że w Balladynach i romansach żaden bohater nie jest w pełni szczęśliwy. Nie ma trudniejszego tematu niż szczęście[1] – mówi autor w jednym z wywiadów. Pierwsza, obyczajowa część omawianej powieści prezentuje galerię postaci zmagających się ze swoimi słabościami i osobistymi traumami. Zanim w świat Karpowicza zstąpią bogowie, źródło cierpień bohaterów zdaje się tkwić w nich samych. Postaci te wyglądają całkiem znajomo, wiodą w gruncie rzeczy zwyczajne życie pełne radości i smutków, może z przewagą tych drugich i z większym niż przeciętne poczuciem samotności.

Oprócz niedostatków własnego charakteru oraz traum związanych z dzieciństwem i relacjami z rodzicami bohaterowie Balladyn i romansów napotykają na drodze do szczęścia także innego rodzaju trudności. Postaci Karpowicza w sposób najbardziej wyraźny w jego dotychczasowej twórczości muszą zmagać się ze światem silnie naznaczonym cechami ponowoczesnej rzeczywistości. Historie licznych bohaterów Balladyn i romansów wskazują na to, że ponowoczesność w znacznym stopniu zawładnęła zwłaszcza sferą intymnych relacji międzyludzkich.

Zaktualizowana wersja bogini miłości, Afrodyta, bez ogródek przyznaje, że miłość jest tymczasowa i warunkowa. Prawdziwa miłość zawsze mija, przechodzi mimo. Przemyka się wobec[2]. Dla niektórych bohaterów niepewność i tymczasowość wpisane w naturę ponowoczesnych związków zdają się być czymś oczywistym. Nieznane i budzące niepokój wydają się cechy przeciwne: pewność, wieczność, wyłączność. Poczucie absolutnego przekonania o prawdziwej miłości do jednej osoby budzi w Pawle jedynie przerażenie, a nie spokój i szczęście. Inne postacie również zauważają zmianę obowiązującego modelu związku, lecz fakt ten nie zdaje się łączyć z poczuciem nieszczęścia czy cierpieniem.

Małżeństwo przestało być głębokim związkiem dwojga ludzi, a stało się firmą, spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, której działalność wolno bez większego trudu zawiesić albo nawet – ogłosić upadłość, bankructwo[3].

Bohaterowie dostrzegają, akceptują i bez protestu wprowadzają w życie takie zasady. Początek związku z Kamą kojarzy się Arturowi z negocjowaniem zasad umów, które zawiera w pracy. Wzajemne stawianie warunków przypomina raczej rodzaj transakcji niż obietnice i wyznania składane przez dwoje kochających się ludzi. Umowa nie obejmuje nawet zasady wierności, którą Artur i tak łamie jeszcze przed ślubem, zdradzając narzeczoną z Anką.

Część bohaterów nie tylko nie cierpi w związku ze zmianą charakteru relacji międzyludzkich, ale jawnie próbuje znaleźć szczęście w miłości oddalonej od tradycyjnego schematu, a więc ponowoczesnej w swoim charakterze. Osamotniona Olga zakochuje się w młodym chłopaku, niegdyś zasadnicza i konserwatywna Kama wiąże się z wyzwoloną boginią Nike, zaś Hermes, Ares i Eros tworzą nowy model homoseksualnej rodziny z dzieckiem.

Ukazując tak szerokie spektrum relacji międzyludzkich Karpowicz zdaje się mówić, że przyczyną związanych z nimi cierpień może być zarówno ponowoczesność, jak i jej przeciwieństwo – tradycjonalizm i konserwatyzm. W rodzinie jako koncepcji irytuje mnie to, że ludzie myślą, iż obowiązuje jeden model: kobieta, mężczyzna, dzieci, dom, samochód, kredyt[4] – mówi wprost w jednym z wywiadów. Poprzez historie swoich bohaterów, w których jest miejsce na związek kobiety z dużo młodszym mężczyzną czy relacje homoseksualne, sprzeciwia się katolickiemu wariantowi życia rodzinnego. Źródła niepowodzeń w próbach budowy niestandardowych związków upatruje w polskiej nietolerancji i zaściankowości, która niszczy uczucie zrodzone pomiędzy Olgą a Jankiem. Inne historie pozostawia otwarte, jak choćby zalążek rodziny Aresa, Hermesa i Erosa, sugerując, że istnieje szansa na ich powodzenie. W relacjach bohaterów Balladyn i romansów ponowoczesność zdaje się być zarówno odniesieniem negatywnym, jak i pozytywnym. To pierwsze dochodzi do głosu, kiedy miłość traktowana jest jako rodzaj rozrywki (nadużywająca seksu Anka) lub interesownie i przedmiotowo, jako środek do osiągnięcia innych celów (związek Kamy i Artura). Drugie daje o sobie znać podczas tworzenia relacji odbiegających od powszechnie przyjętego modelu, które dają jednakowe, jeśli nie większe szanse na osiągnięcie indywidualnego szczęścia, co wizja rodziny w duchu katolickim.
  
Przez piątą powieść Karpowicza przemawia sugestia autora, że ponowoczesność co prawda bywa źródłem cierpień, jest jednak już tak mocno zakorzeniona w otaczającej nas rzeczywistości, że należy ją raczej oswoić i nauczyć się żyć w nowy sposób, niż podejmować się walki z wiatrakami. Tak, jest w „Balladynach” tęsknota za paradygmatem, który już odszedł, za poukładanym światem, za tym, że Bóg na niebie, że Duch Święty w każdym tchnieniu. Jest tęsknota za sensem i celem. Za przyczyną i skutkiem. Lecz ta tęsknota biegnie do świata, którego już nie ma[5] - mówi w wywiadzie i na kartach powieści. Bohaterowie Karpowicza, którym towarzyszą tego rodzaju tęsknoty, zdają się doświadczać ponowoczesności jako szansy na pewną odmianę. Ich życie nie należy do najszczęśliwszych, winić za ten stan można jednak nie tylko realia otaczającej ich rzeczywistości, ale też świat wewnętrzny, prywatny, pełen rodzinnych traum, urazów z dzieciństwa, doświadczeń nietolerancji i trudnych cech charakteru. Ze strony ponowoczesności doznają cierpienia w postaci poczucia niepewności, zagubienia i chaosu oraz zdrady będącej następstwem swobody seksualnej. Ta sama ponowoczesność otwiera też przed nimi szansę na szczęście, po które sięgają, porzucając skostniałe zasady czy wstępując w nowe, odważne związki. Podążając tropami bogów, będących wcieleniami ponowoczesnych cech, bohaterowie powieści oswajają świat, który przyszło im zamieszkiwać. Większość ich historii pozostaje niedokończona, trudno więc określić, czy dominuje w nich szczęście, czy cierpienie. Otwarcie się bohaterów na wpływ dzisiejszych realiów, na pewno oznacza nadanie ich życiu nowej jakości. Niezgoda na warunki rządzące płynną rzeczywistością, niezależnie od tego, czy są one źródłem udręki, czy pomyślności, oznacza dziś wyrzeczenie się życia w ogóle.

Współczesny człowiek ukazywany przez Karpowicza pod postaciami różnych bohaterów, choć zdaje się być słaby, niepewny i pogrążony w bierności wobec rzeczywistości, musi poradzić sobie ze świadomością, że świat sprzed doby ponowoczesnej zwyczajnie nie istnieje. Jego najważniejszym zadaniem jest znalezienie na nowe okoliczności indywidualnego remedium. Trafnym podsumowaniem sytuacji człowieka w konfrontacji ze współczesnością jest stwierdzenie Leszka Bugajskiego: profanum pożarło sacrum. Ale nikt z tego powodu specjalnie nie cierpi[6]. Teza ta zdaje się wtórować przesłaniu Balladyn i romansów Ignacego Karpowicza.



[1] I. Karpowicz: Piszę swoją klęskę. Rozmowę przeprowadziła Justyna Sobolewska, „Polityka” 2010, nr 44, s. 91.
[2] Idem, Balladyny i romanse, Kraków 2010,  s. 506.
[3] Ibidem, s. 111.
[4] Idem: Piszę swoją klęskę…, s. 91.
[5] Ibidem, s. 92.
[6] L. Bugajski, Profanum pożarło sacrum, „Twórczość” 2011, nr 4, s.92.


poniedziałek, 29 lipca 2013

Ignacy Karpowicz "Gesty"


DUBITO ERGO SUM 

Bohatera z „Gestów” nie tyle lubiłem, co szanowałem, dlatego że nie bał się mówić tego, co czuje, wiedząc, że wchodzi na pole kiczu. Imponował mi odwagą[1]. Słowa Ignacego Karpowicza brzmią nie mniej odważnie. Autor przyznaje się do stworzenia postaci, którą czytelnik poznaje przez pryzmat jej sentymentalnych refleksji. Samo ich snucie nazywa odwagą, ale czy pod powierzchnią tych nieco banalnych wynurzeń kryje się w bohaterze - Grzegorzu cokolwiek imponującego? Czy jednak nie wszystkie postacie twórczości Karpowicza to jednostki wewnętrznie słabe, niepewne i tchórzliwe?

Grzegorz, 40-letni kawaler bez zobowiązań rodzinno-finansowych, wykształcony człowiek z dużego miasta odnoszący sukcesy jako reżyser teatralny wraca do Białegostoku, żeby spotkać się ze śmiertelnie chorą matką. Mimo że nie jest przywiązany do miejsca, lecz raczej do laptopa, odwiedziny rodzinnych stron są dla niego dużym przeżyciem, bo stają się także podróżą w głąb siebie. Powrót do matki oznacza zmierzenie się z zakamarkami własnej pamięci, rewizję wspomnień i stawienie czoła przeszłości. Grzegorz zastanawia się też nad teraźniejszością i wraca do pytania „co ja tu robię?”, na które jedyną reakcją jest litania prozaicznych, aktualnie wykonywanych czynności i powodów przebywania właśnie tu, a nie gdzie indziej.

Fragmentaryczność losów bohatera doskonale oddaje struktura książki złożonej z czterdziestu rozdziałów, które łączy tylko fakt tytułowania ich zawsze na początkową literę „G”. Każda część tekstu jest osobnym epizodem, odnosi się do jakiegoś zdarzenia bądź wspomnienia z życia Grzegorza i stanowi zamkniętą całość, po której następuje kolejna i następna, i jeszcze jedna. Podobną funkcję stanowią charakterystyczne dla powieści enumeracje poszczególnych doświadczeń: po czwarte, nauczyłem się, że niektórzy ludzie są na zawsze, a niektórzy tylko sporadycznie[2], po siódme, są pytania, do których wracam[3]. Grzegorz z łatwością wyodrębnia je z ogromu zdarzeń, z których zwykle składa się ludzkie życie.

 Wydaje się, że Grzegorz ze swoim bagażem osobistych doświadczeń kształtujących jego tożsamość idealnie wpisuje się w sposób życia w obecnych, płynnych czasach. Osobowość bohatera niemal idealnie pokrywa się z Baumanowską charakterystyką modelowej jednostki ponowoczesnej. Grzegorz nie zakłada rodziny, ale poświęca się karierze, która nie stanowi jednak celu jego życia, bo takowego nie potrafi odnaleźć w niczym. Nie wierzy w Boga ani żaden spójny system wartości czy zasad, nie potrafi podejmować decyzji, bo nadmiar wyborów go przytłacza, podobnie jak odpowiedź na pytanie, kim jest i dokąd zmierza. Tożsamość, sposób życia i nawiązywania relacji z innymi oraz forma wyznawanych zasad i wartości nie składają się na poczucie szczęścia Grzegorza. Powodem, dla którego stanowią one źródło cierpień bohatera, zdaje się być jednak nie tylko samo życie w naszych czasach, ale również uwarunkowania rodzinne i dorastanie w specyficznych, polskich okolicznościach historycznych. Intensywniejsze angażowanie się Grzegorza w życie zawodowe niż w rodzinne można wyjaśnić wychowaniem przez despotycznych i skłóconych rodziców, a niepowodzenia w związkach z kobietami bolesną stratą pierwszej miłości. Doświadczenie w młodości przełomu politycznego mogło spowodować u niego poczucie niepewności i kruchości otaczającego świata, a PRL-owski deficyt wartości przyczynić się do braku niezmiennych zasad organizujących własny świat. Wszystkie te cechy i doświadczenia Grzegorza trafiły na środowisko sprzyjające ich rozwojowi, jakim są dzisiejsze czasy czasy. 

Choć bohater tęskni za prostym i zwyczajnym życiem, którego nie dane było mu wieść, jego egzystencja utkana jest z sieci schematycznych gestów. Wypełnia nimi codzienną rutynę, sferę zawodową, kontakty towarzyskie i intymne. Wydaje mu się, że dostał od życia to, o co prosił, ale w koncentracie, w proszku, którego nie ma w czym rozpuścić. Jako człowiek bez właściwości wiedzie jałowe życie pozbawione oparcia nawet w samym sobie, gdzie wszystko stanowi grę pozorów, w które Grzegorz momentami szczerze wierzy. Obnażając przed czytelnikiem swoje najintymniejsze uczucia, zdobywa się też na odważną deklarację: Nic mnie tak bardzo nie męczy jak moja osoba[4]. Wśród morza jego refleksji pełnych niepewności, nostalgii, żalu, goryczy i wewnętrznej słabości takie wyznanie nie powinno dziwić. Grzegorz jawi się jako kolejny reprezentant Karpowiczowskiej koncepcji współczesnego człowieka, który nie potrafi być po prostu szczęśliwy.




[1] I. Karpowicz, Piszę swoją klęskę. Rozmowę przeprowadziła Justyna Sobolewska, „Polityka” 2010, nr 44, s. 91.
[2] Idem, Gesty, Kraków 2008, s. 8.
[3] Ibidem, s. 11.
[4] Ibidem, s. 173.


środa, 24 lipca 2013

Ignacy Karpowicz "Nowy kwiat cesarza"

WSZYSCY JESTEŚMY TURYSTAMI

W gatunkowym miszmaszu trzeciej książki Karpowicza, gdzie dominuje reportażowy tekst o Etiopii, sposób konstrukcji bohaterów odgrywa zdecydowanie mniejszą rolę niż w Niehalo i Cudzie.  Główną i jedyną znaczącą dla moich poszukiwań postacią jest podmiot mówiący Nowego kwiatu cesarza. Wypowiada się on jednak aż trzema głosami: narratora, autora i bohatera, które należą do jednej osoby. Różni się ona od poprzednich bohaterów Karpowicza nie tylko ze względu na sposób wypowiadania się i gatunek książki. Mimo że nie poznajemy jej w sposób tak pogłębiony jak Maćka z Niehalo czy Anny z Cudu, daje się zauważyć, że stoi ona do nich w pewnej opozycji.

W przeciwieństwie do poprzedników, narrator Nowego kwiatu cesarza nie jest nieszczęśliwy, a przynajmniej nie w sposób tak ostentacyjny. Choć poświęca część swoich refleksji afrykańskiej biedzie, nierównościom rasowym czy małości własnego życia wobec uniwersum, na co dzień nie boryka się z wyraźnym cierpieniem. Zainteresowanie, z jakim zwiedza i opisuje Etiopię zdaje się świadczyć o satysfakcji, którą czerpie z podróżowania. Mimo, że posiada pewne cechy typowe dla człowieka ponowoczesnego, jak mentalność otwarta na nowe idee i wartości czy brak przywiązania do jednego miejsca, nie stanowią one przyczyny jego udręki. Przeciwnie, zapewniają mu poczucie sensu i spełnienia. Choć ponowoczesność kojarzy się raczej z krajami Zachodu, a Karpowicz posługuje się przykładem afrykańskim, jego postać doskonale rozumie zasady rządzące współczesnym światem i potrafi się w nim odnaleźć.

Bohater bez trudu uznaje wielość istniejących prawd, systemów wartości, praktyk kulturowych i religijnych. Zwiedzając kolejne etiopskie świątynie, zdaje się je traktować  jak rodzaj atrakcji turystycznej. Opisuje symbole i zwyczaje religijne z zainteresowaniem, ale bez wzmianki o ich głębszym wymiarze. Czuje się dzieckiem Kościołów Wschodu, przez które został ochrzczony, ale jednocześnie przyznaje się do swojej „chrześcijańskiej bylejakości”. Mimo że nie praktykuje przypisanej mu religii, modli się do jakiegoś Boga, obnażając przed nim własne lęki i słabości. Zbyt mało wiemy o bohaterze, by móc określić potencjalne źródło takiego stanu. Bohater nie postrzega siebie jako kogoś wyjątkowego, ma świadomość własnej małości i nieuchronności śmierci, po której nie widzi dalszego ciągu. Dobrze wie, że nic nie znaczy jako mikry element ogromnego świata.

Nie wiadomo, który ze wzorów osobowościowych Baumana (jeśli w ogóle któryś z nich) odpowiada charakterowi bohatera w jego codziennym życiu w miejscu stałego zamieszkania. Podczas opisywanej podróży do Etiopii przynajmniej jego część jest Baumanowskim turystą[1].

Wyjeżdżam, żeby: coś załatwić, odpocząć, zobaczyć, zrozumieć, zapomnieć, przemyśleć, napisać, przeczytać, obejrzeć, zaprzyjaźnić się, zerwać związek, pójść z kimś do łóżka, nie iść z kimś do łóżka już nigdy więcej etc. Tak czy owak idzie o potoczne naładowanie akumulatorów, nachwytanie obrazów, nazbieranie doświadczeń i – często kiepskiej jakości – przemyśleń. Tak instrumentalne kształtowanie podróży sprawia, iż „ja” pojedynczy rozłamuję się na dwa półbuty: obytego-w-świecie staruszka i nieobytego-w-świecie młodzieńca[2].

Nieobyty-w-świecie młodzieniec”, który pragnie doznawać coraz to nowych wrażeń, jest łudząco podobny do Baumanowskiego turysty. Wzór ponowoczesnej osobowości ma być jednak w założeniu socjologa realizowany we wszystkich sytuacjach życiowych, zaś postać z książki Karpowicza jest turystą w sensie dosłownym. Młodzieńcza część jego osoby każe postępować bohaterowi podczas podróży w myśl założeń Baumana, czyli poznawać, doznawać, obserwować, chłonąć. Duch „staruszka” pozwala mu jednak zachować dystans do nowych wrażeń i unikać związanych z nimi sideł hedonizmu, nihilizmu czy bierności. Taki podział osobowości postaci występuje w sferze deklaracji, jednak w tekście Nowego kwiatu cesarza zdaje się dominować postawa otwartego i ciekawego świata turysty. Mimo bagażu wiedzy przywiezionego z domu, bohater-narrator nie występuje w spotkaniach z tubylcami jak uczony przedstawiciel lepszego świata. Z wyraźnym zainteresowaniem doświadcza ich odmienności i kolekcjonuje coraz to nowe wrażenia.

Oddziaływanie otaczającego świata zdaje się być w przypadku tej postaci jedynym pewnikiem, ponieważ nie mamy dostępu do szczegółów jej biografii. Trudno stwierdzić, czy ponowoczesność stanowi źródło cierpień bohatera, bo daje się on poznać tylko w jednej sferze życia: w podróży. Część osobowości, którą przy tej okazji prezentuje, wydaje się raczej korzystać z szans i wyzwań, jakie niesie ze sobą życie w dobie płynnej nowoczesności. Karpowicz nie zrezygnował jednak całkowicie z upodobania do bohaterów wewnętrznie słabych, ukradkiem sugerując, że za odważnym podróżnikiem kryje się tchórzliwe dziecko.

***

[1] Bauman wyróżnia cztery typy osobowości ponowoczesnej: model spacerowicza, włóczęgi, turysty i gracza. Domenę zainteresowań turysty stanowi poszukiwanie wrażeń i pragnienie przygody. Turysta nie jest bezdomny, dlatego nie musi podróżować, lecz robi to z własnej woli. Uważa się za artystę i pragnie, żeby świat zmieniał się pod wpływem jego przeżyć. Poszukuje odmienności od rodzinnego domu, ciągle się jednak do niego odnosi i z nim porównuje odwiedzane okolice. Czuje się bezpiecznie i bez wahania przedstawia innym swoje wymagania. Turysta nieraz zachowuje się jak antropolog wśród tubylców, których życie chce poznać, nie zdradzając niczego o sobie. Por. Z. Bauman, Dwa szkice o moralności ponowoczesnej, Warszawa 1994, s. 30-33.
[2] I.Karpowicz, Nowy kwiat cesarza, Warszawa 2007, s. 227.


Ignacy Karpowicz "Cud"

MIŁOŚĆ PO CZASACH ZARAZY

Grono postaci Cudu jest zdecydowanie bogatsze niż w debiucie Karpowicza, ale jego członkowie są nieszczęśliwi w porównywalnym stopniu, co Niehalowicze. Wszystkich bohaterów drugiej powieści autora wyraźnie trapią problemy z miłością, a źródło niepowodzeń w związkach partnerskich zdaje się zaś tkwić w samych postaciach. Główną przyczyną cierpienia bohaterów jest nieumiejętność zbudowania stabilnej tożsamości i życia w zgodzie z nią. Co stanowi źródło takich zaburzeń? 

Mogłoby się zdawać, że fabuła motywowana spotkaniami kolejnych bohaterów z żywym trupem niewiele mówi o dostępnej nam rzeczywistości czy psychologii człowieka. W tekście naznaczonym sporą dawką fikcji, do tego wykorzystującym mozaikę stylów, gatunków i konwencji literackich, trudno usłyszeć choćby echo tzw. prozy zaangażowanej. Niebywałą wyobraźnię i umiejętności językowe, którą Karpowicz pokazał w Niehalo, brawurowo rozwija w drugiej powieści. Właściwa narracja Cudu, pełna motywów zaczerpniętych z literatury kobiecej, komedii pomyłek czy nawet ikonografii chrześcijańskiej, dodatkowo jest przerywana partiami wygłaszanymi przez drugiego narratora. Jest nim wiecznie nietrzeźwy ojciec głównego bohatera, Mikołaja, który opowiadając historię swojej rodziny, posługuje się uwspółcześnionym stylem biblijnym pełnym rubasznego humoru rodem z literatury sowizdrzalskiej.

O kondycji bohaterów, mogących być reprezentantami ludzi żyjących w nas i pośród nas, wiele można jednak wywnioskować na podstawie ich miłosno-erotycznych perypetii wysuniętych na pierwszy plan w warstwie fabularnej Cudu. Żadna z postaci nie potrafi stworzyć stałej i satysfakcjonującej relacji, a związki, w których żyją są naznaczone fikcyjnością lub przypadkowością. Anna, zanim zakocha się w trupie, uprawia tylko niezobowiązujący seks; podobnie postępuje Mikołaj, który nie jest pewny uczuć do swojej dziewczyny. Dziewczyna ta, Marysia, ukrywa swoją homoseksualną tożsamość, którą odkrywa w sobie także Ala, nieszczęśliwa żona zapracowanego męża. W nieudanym małżeństwie tkwi również matka Mikołaja, Halinka. Prawdziwa miłość zdaje się przynależeć tylko do sfery fantazji (wyidealizowana miłość Artura do Anny czy Anny do trupa Mikołaja) lub przeszłości (głębokie uczucie Helenki do nieżyjącego męża); albo więc nie istnieje, albo przeminęła razem z odchodzącym już pokoleniem babci Mikołaja. Nie zmienia to faktu, że bohaterowie tęsknią za ciepłymi uczuciami, brakuje im trwałej bliskości z drugim człowiekiem i na swój sposób do tego dążą. Potrzeba im jednak dopiero cudu, by taki stan osiągnąć, by odważyć się związać z osobą tej samej płci lub przypomnieć o uczuciach rodzicielskich i właściwych relacjach panujących w rodzinie.

Bez ingerencji zdarzeń ze świata nierzeczywistego bohaterowie tkwią w rzeczywistości stworzonej pod pewnymi względami na kształt świata płynnej nowoczesności. Jego konsekwencje w postaci życia z dnia na dzień, braku głębszych refleksji i nieumiejętności stworzenia pełnej relacji z drugą osobą boleśnie ich dotykają, skazując na poczucie samotności i wewnętrznej pustki. Nie sposób określić, czy głównym źródłem takich zachowań jest samo życie w ponowoczesnych czasach, sprzyjających kruchości relacji międzyludzkich, czy indywidualne czynniki determinujące taki sposób postępowania bohaterów. Wyraźnie zaś widać, że jest on przyczyną ich cierpień, bo wszyscy tęsknią za prawdziwą miłością.

W świetle charakterystyki bohaterów Cudu człowiek według Karpowicza jawi się jako postać słaba i zagubiona, która nie potrafi odnaleźć sensu w swoim istnieniu otaczającej rzeczywistości, szuka więc tego sensu gdzie indziej, choćby miała to być wymyślona miłość do trupa. W przypadku niektórych postaci przyczyn takiego stanu można upatrywać w ich nieszczęśliwym dzieciństwie, wychowaniem przez despotycznych, nieobecnych bądź pogrążonych w nałogu rodziców czy życiem w społeczeństwie, które nie akceptuje odmienności.  Postacie Karpowicza tkwią w nieautentyczności lub zakłamaniu, ślepo postępując w zgodzie z obowiązującymi ich społecznymi oczekiwaniami. Bohaterowie zdają się istnieć jakby dla świętego spokoju, nie zagłębiając się w meandry zbyt skomplikowanej rzeczywistości. Nie dbają o cel i sens swojej egzystencji, bo nie są jej do końca świadomi. Odkrywają siebie dopiero wtedy, gdy wychodzą poza dotychczasowe, przybrane „ja” i próbują być szczęśliwi na własny, indywidualny sposób. Dochodzi do tego jednak wyłącznie za sprawą tytułowego cudu.

Trudno zatem orzec, czy w realnym świecie modelowy człowiek Karpowicza potrafiłby odkryć równowagę między własnym wnętrzem a rzeczywistością, zdobyć się na bliskość z otaczającymi go ludźmi i osiągnąć szczęście. Dominująca w debiutanckiej powieści Karpowicza koncepcja człowieka jako jednostki pasywnej, zagubionej i niepewnej, a przez to nieszczęśliwej, znajduje w Cudzie podobną realizację, choć w postaciach innych bohaterów.



poniedziałek, 22 lipca 2013

Ignacy Karpowicz "Niehalo"

CIERPIENIA WSPÓŁCZESNEGO WERTERA

Ignacy Karpowicz już w przedmowie do Niehalo informuje czytelników, że jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistych postaci, książek, relacji i stosunków międzyludzkich nie jest wynikiem zamierzeń autora. Jest wynikiem ciągłego namnażania się, które sprawiło, że nic już nie zdarza się po raz pierwszy, tylko powtarza do bólu i znudzenia[1]. W rozmowach z dziennikarzami deklaruje jednak, że w swojej pierwszej powieści nie miał zamiaru tworzyć bohaterów-ikon będących chodzącymi portretami współczesnych ludzi[2]. Czy wykreowana przez niego postać  faktycznie nie mówi głosem żadnego pokolenia? Czy jego słowa, myśli i zachowania nie są – zgodnie z wolą autora czy jej wbrew – bliskie ludziom żyjących w naszej rzeczywistości?

Bohaterem debiutanckiej powieści Karpowicza jest Maciek, który w pewnych sferach życia także dopiero stawia pierwsze kroki. Poznajemy go, kiedy wkracza w dorosłość jako student ostatniego roku polonistyki, a jednocześnie redaktor lokalnej gazety „Wiadomości Podlasia”. Maciek mieszka z rodziną w Białymstoku, pisze pracę magisterską, w wolnym czasie spotyka się ze swoją dziewczyną.

Tak prosto i banalnie brzmiałaby jego charakterystyka, gdyby pominąć pewien stan, który znacząco wpływa na życie bohatera, kształtuje poglądy na fundamentalne sprawy i organizuje drobne szczegóły dnia codziennego. Tym stanem jest frustracja. Jej przyczyn warto zacząć szukać w rzeczywistości najbliższej bohaterowi, czyli w sferze osobistej i rodzinnej, a dalej w specyfice polskich realiów. Życie rodzinne Maćka i stosunki panujące między domownikami są kształtowane przez zbiór reguł, do których na pewno nie należą wzajemny szacunek, zaufanie czy skłonność do kompromisu. Maciek przedstawia standardowy poranek w polskiej rodzinie standardowej, klasy średniej dolnej (bardzo) jako coś podobnego do meblościanki, tyle że nie z płyt wiórowych, ale z wielokroć cerowanych słów[3]. Takiej „meblościanki” nie da się przesunąć, przestawić, ruszyć z miejsca, można za to zbudować z niej solidny mur, który i tak już wyrósł pomiędzy członkami rodziny.

Tożsamość Maćka w dużej mierze konstruuje właśnie indywidualna i specyficzna sytuacja rodzinna. Nie każdy ma na koncie doświadczenie nagłej śmierci matki i brata oraz co najmniej chłodnej relacji z ojcem. Wrodzona czy nabyta nadwrażliwość bohatera może kazać mu traktować te zdarzenia jak traumę, która uniemożliwia poczucie spełnienia i szczęścia. Uraz dodatkowo potęguje fakt, że nawet za życia członków rodziny ich relacje nie układały się wzorcowo.

Maciek nie znajduje też spełnienia w związku z dziewczyną, bo nawet w miłości nie potrafi być szczery. Trudno w ogóle nazwać miłością kochanie kogoś mimochodem i jakby od niechcenia. Bliższa, choć równie osobliwa relacja zdaje się go łączyć z przyjaciółką Anetą. To właśnie z nią zdradza Agnieszkę, mimo że seks nie wiąże się dla niego z żadnym zaangażowaniem czy choć przyjemnością. Uważa, że do seksu nie potrzeba miłości, a jedynie miejsca. Widzi jednak bezsens swojej relacji z Agnieszką, a tym, czego mu brakuje, nie jest erotyczna rozrywka, ale trwały związek pełen zaufania i ciepła. Maćka nie nauczono w domu, jak kochać, więc za prawdziwą miłością tęskni jak za czymś nieznanym. 

Na jego kontakty z otoczeniem przekłada się jego nienawiść do samego siebie. Swoje rozgoryczenie, niespełnienie i złość przelewa na innych, co jest doskonale widoczne za sprawą języka, w którym się o nich wyraża. Nie daje jednak po sobie poznać głębokiej pogardy, jaką żywi wobec ludzi, z którymi na co dzień obcuje i bez szczególnego zewnętrznego przymusu wykonuje swoje obowiązki. Przymusem, który popycha go do poprawiania w kółko fragmentów pracy magisterskiej, pisania optymistycznych felietonów z cyklu Tuba młodości czy spełniania zachcianek współpracowników, jest jego wewnętrzna niespójność, tytułowe niehalo. Karpowicz doskonale ją odzwierciedla,  wkładając w usta Maćka slogany reklamowe, retorykę programów publicystycznych czy elementy slangu młodzieżowego. Maciek nie dość, że podporządkowuje się woli innych i rzadko mówi to, co myśli, posługuje się obcym mu stylem, korzystając z konwencji reklamy czy felietonu.  Źródłem frustracji i cierpień bohatera może być więc sam fakt nieprzystawalności języka do rzeczywistości, nieumiejętność wyrażenia w nim siebie i skomunikowania się z innymi. Skazanie się na samotność w niezwykle dotkliwym wydaniu: na więzienie własnego prywatnego języka, klatkę swoich myśli.

Alergię wywołuje u Maćka również etos bogoojczyźniany, a czasy omawiania na studiach lektur z epoki romantyzmu i pozytywizmu wspomina jak ciężką chorobę. Maciek nie potrafi mówić o polskim katolicyzmie i patriotyzmie inaczej niż w sposób prześmiewczy, śmiejąc się jednak przez łzy pełne złości i goryczy. Ewidentnie najbardziej ciąży mu religijna hipokryzja i dewocja, które personifikuje w postaciach członkiń Katolickiego Koła Nurkowego Seniorek.  Na tworzonych w wyobraźni karykaturach nie może zbudować własnego systemu wartości, a w świecie realnym nie znajduje niczego, co mogłoby stanowić punkt odniesienia dla życiowych wyborów.

Zamknięty jest dla niego także świat materialnych przyjemności, na które zwyczajnie go nie stać przy zarobkach 896,73 zł brutto. Maciek jest wyraźnie rozczarowany polskimi realiami po transformacji, która w rejonie Białegostoku zdaje się docierać później i przebiegać wolniej. Polska boli bohatera podwójnie: w sferze konserwatywnych i obłudnych wartości oraz w sferze materialnej, która uniemożliwia mu dostatnie życie. Ważnym źródłem jego frustracji i cierpień zdają się być typowo polskie, potransformacyjne realia, którym nie potrafi zaradzić. Doskonale widzi panujący w kraju chaos polityczny, gospodarczy i społeczny, i dogłębnie odczuwa go na własnej skórze. Bohater czuje się skazany na los, który od lat wiedzie i zdaje się nie dostrzegać opcji jego odmiany za sprawą własnych sił.

Maćka cechują bowiem wrodzony pesymizm i niechęć do zmian, będące kolejną przeszkodą na drodze wiodącej do szczęścia. Od zawsze czuje się przegrany, ale jedyną decyzją, jaką w obliczu tej sytuacji podejmuje, jest brak działania. Prezentuje postawę pasywną, płynąc z rzeką zdarzeń, której nurt jego zdaniem od zawsze mu nie sprzyja. Bohater wyraźnie gardzi światem, który go otacza, ale się przeciwko niemu nie buntuje. Widzi bardzo niewiele istotnych spraw, na które mógłby mieć realny wpływ. Przyszłość maluje się w podobnie nieciekawych barwach, co jego dotychczasowa egzystencja, a przynajmniej tak postrzega nią on sam. Uważa się za nadwrażliwca nieprzystającego do zastanego świata i porównuje do Wertera, którego chce w sobie zabić. Jedyną formą sprzeciwu jest pogrążenie się w sferze wyobraźni lub samobójstwo, a więc formy ucieczki od rzeczywistości, a nie walki czy próby jej zmiany.

Dopiero pod wpływem alkoholu wyłania się wizja sensownego, szczęśliwego życia. Prostego, wypełnionego pracą, poświęconego miłości i wychowywaniu dzieci. Jako jedną z zalet stanu upojenia Maciek wymienia uproszczenie świata, który na co dzień go męczy i przytłacza. Tęskni za prostym i klarownym światem pełnym przejrzystych zasad, choć nie tych radykalnie narodowo-katolickich, z którymi spotyka się na co dzień w społeczności Białegostoku. Wydaje się, że bohater pragnie nieskomplikowanego życia i tradycyjnego modelu rodziny. Na trzeźwo jedyną możliwą okazuje się jednak odpowiedź, że życie jest po prostu mniejszym złem niż nieżycie[4]. Jego egzystencja nie zmierza ku jakiemuś określonemu celowi i nie rządzą nim żadne wyższe pobudki. Celem dnia codziennego, który poznajemy na stronach Niehalo, jest wykonanie zawodowych obowiązków przy jak najmniejszym wysiłku oraz uniknięcie rodzinnych scysji. Nawet w świecie wyobraźni i fantazji, kiedy Maciek zyskuje niezwykłą możliwość zwinięcia rzeczywistości niczym brudnego dywanu, okazuje się, że nic poza nią nie ma, że pod zewnętrznym światem nie kryje się żadna głębia, wyższa wartość, drugie dno. Mimo to na końcu powieści bohater rezygnuje z samobójstwa i eskapistycznych wizji, opowiadając się po stronie tej zużytej i chwiejącej się rzeczywistości.

Czy jej współczesny, ponowoczesny charakter ma decydujący wpływ na kondycję bohatera? Na pewno musi się mierzyć z jego konsekwencjami w postaci panoszącego się języka popkultury i konsumpcjonizmu, brakiem autorytetów moralnych i określonego celu istnienia. Maciek jest niepewny siebie i zagubiony wśród wartości życiowych i relacji międzyludzkich, za co w pewnym stopniu odpowiada specyfika czasów, w których przyszło jemu i nam żyć. Jeśli poprzez postać Maćka Karpowicz mówi coś o kondycji współczesnego człowieka, to stawia niezbyt dobrze rokującą diagnozę. W myśl jego pierwszej powieści przedstawiciel naszych czasów jest sfrustrowany, zagubiony, niepewny siebie, bierny, a przede wszystkim nieszczęśliwy.

***

[1] I. Karpowicz, Niehalo, Wołowiec 2006, s. 5.
[2] Idem: Absurd w Białymstoku, absurd pod palmami. Rozmowę przeprowadził Bartosz Staszczyszyn, „Tygodnik Powszechny” 2006, nr 32, dod. s.16.
[3] Idem, Niehalo…, s. 15.
[4] Ibidem, s. 69.