poniedziałek, 29 lipca 2013

Ignacy Karpowicz "Gesty"


DUBITO ERGO SUM 

Bohatera z „Gestów” nie tyle lubiłem, co szanowałem, dlatego że nie bał się mówić tego, co czuje, wiedząc, że wchodzi na pole kiczu. Imponował mi odwagą[1]. Słowa Ignacego Karpowicza brzmią nie mniej odważnie. Autor przyznaje się do stworzenia postaci, którą czytelnik poznaje przez pryzmat jej sentymentalnych refleksji. Samo ich snucie nazywa odwagą, ale czy pod powierzchnią tych nieco banalnych wynurzeń kryje się w bohaterze - Grzegorzu cokolwiek imponującego? Czy jednak nie wszystkie postacie twórczości Karpowicza to jednostki wewnętrznie słabe, niepewne i tchórzliwe?

Grzegorz, 40-letni kawaler bez zobowiązań rodzinno-finansowych, wykształcony człowiek z dużego miasta odnoszący sukcesy jako reżyser teatralny wraca do Białegostoku, żeby spotkać się ze śmiertelnie chorą matką. Mimo że nie jest przywiązany do miejsca, lecz raczej do laptopa, odwiedziny rodzinnych stron są dla niego dużym przeżyciem, bo stają się także podróżą w głąb siebie. Powrót do matki oznacza zmierzenie się z zakamarkami własnej pamięci, rewizję wspomnień i stawienie czoła przeszłości. Grzegorz zastanawia się też nad teraźniejszością i wraca do pytania „co ja tu robię?”, na które jedyną reakcją jest litania prozaicznych, aktualnie wykonywanych czynności i powodów przebywania właśnie tu, a nie gdzie indziej.

Fragmentaryczność losów bohatera doskonale oddaje struktura książki złożonej z czterdziestu rozdziałów, które łączy tylko fakt tytułowania ich zawsze na początkową literę „G”. Każda część tekstu jest osobnym epizodem, odnosi się do jakiegoś zdarzenia bądź wspomnienia z życia Grzegorza i stanowi zamkniętą całość, po której następuje kolejna i następna, i jeszcze jedna. Podobną funkcję stanowią charakterystyczne dla powieści enumeracje poszczególnych doświadczeń: po czwarte, nauczyłem się, że niektórzy ludzie są na zawsze, a niektórzy tylko sporadycznie[2], po siódme, są pytania, do których wracam[3]. Grzegorz z łatwością wyodrębnia je z ogromu zdarzeń, z których zwykle składa się ludzkie życie.

 Wydaje się, że Grzegorz ze swoim bagażem osobistych doświadczeń kształtujących jego tożsamość idealnie wpisuje się w sposób życia w obecnych, płynnych czasach. Osobowość bohatera niemal idealnie pokrywa się z Baumanowską charakterystyką modelowej jednostki ponowoczesnej. Grzegorz nie zakłada rodziny, ale poświęca się karierze, która nie stanowi jednak celu jego życia, bo takowego nie potrafi odnaleźć w niczym. Nie wierzy w Boga ani żaden spójny system wartości czy zasad, nie potrafi podejmować decyzji, bo nadmiar wyborów go przytłacza, podobnie jak odpowiedź na pytanie, kim jest i dokąd zmierza. Tożsamość, sposób życia i nawiązywania relacji z innymi oraz forma wyznawanych zasad i wartości nie składają się na poczucie szczęścia Grzegorza. Powodem, dla którego stanowią one źródło cierpień bohatera, zdaje się być jednak nie tylko samo życie w naszych czasach, ale również uwarunkowania rodzinne i dorastanie w specyficznych, polskich okolicznościach historycznych. Intensywniejsze angażowanie się Grzegorza w życie zawodowe niż w rodzinne można wyjaśnić wychowaniem przez despotycznych i skłóconych rodziców, a niepowodzenia w związkach z kobietami bolesną stratą pierwszej miłości. Doświadczenie w młodości przełomu politycznego mogło spowodować u niego poczucie niepewności i kruchości otaczającego świata, a PRL-owski deficyt wartości przyczynić się do braku niezmiennych zasad organizujących własny świat. Wszystkie te cechy i doświadczenia Grzegorza trafiły na środowisko sprzyjające ich rozwojowi, jakim są dzisiejsze czasy czasy. 

Choć bohater tęskni za prostym i zwyczajnym życiem, którego nie dane było mu wieść, jego egzystencja utkana jest z sieci schematycznych gestów. Wypełnia nimi codzienną rutynę, sferę zawodową, kontakty towarzyskie i intymne. Wydaje mu się, że dostał od życia to, o co prosił, ale w koncentracie, w proszku, którego nie ma w czym rozpuścić. Jako człowiek bez właściwości wiedzie jałowe życie pozbawione oparcia nawet w samym sobie, gdzie wszystko stanowi grę pozorów, w które Grzegorz momentami szczerze wierzy. Obnażając przed czytelnikiem swoje najintymniejsze uczucia, zdobywa się też na odważną deklarację: Nic mnie tak bardzo nie męczy jak moja osoba[4]. Wśród morza jego refleksji pełnych niepewności, nostalgii, żalu, goryczy i wewnętrznej słabości takie wyznanie nie powinno dziwić. Grzegorz jawi się jako kolejny reprezentant Karpowiczowskiej koncepcji współczesnego człowieka, który nie potrafi być po prostu szczęśliwy.




[1] I. Karpowicz, Piszę swoją klęskę. Rozmowę przeprowadziła Justyna Sobolewska, „Polityka” 2010, nr 44, s. 91.
[2] Idem, Gesty, Kraków 2008, s. 8.
[3] Ibidem, s. 11.
[4] Ibidem, s. 173.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz