wtorek, 30 lipca 2013

Ignacy Karpowicz "Balladyny i romanse"

POWIEŚĆ TO NIESŁYCHANA

Znających wcześniejszą twórczość Karpowicza nie dziwi fakt, że w Balladynach i romansach żaden bohater nie jest w pełni szczęśliwy. Nie ma trudniejszego tematu niż szczęście[1] – mówi autor w jednym z wywiadów. Pierwsza, obyczajowa część omawianej powieści prezentuje galerię postaci zmagających się ze swoimi słabościami i osobistymi traumami. Zanim w świat Karpowicza zstąpią bogowie, źródło cierpień bohaterów zdaje się tkwić w nich samych. Postaci te wyglądają całkiem znajomo, wiodą w gruncie rzeczy zwyczajne życie pełne radości i smutków, może z przewagą tych drugich i z większym niż przeciętne poczuciem samotności.

Oprócz niedostatków własnego charakteru oraz traum związanych z dzieciństwem i relacjami z rodzicami bohaterowie Balladyn i romansów napotykają na drodze do szczęścia także innego rodzaju trudności. Postaci Karpowicza w sposób najbardziej wyraźny w jego dotychczasowej twórczości muszą zmagać się ze światem silnie naznaczonym cechami ponowoczesnej rzeczywistości. Historie licznych bohaterów Balladyn i romansów wskazują na to, że ponowoczesność w znacznym stopniu zawładnęła zwłaszcza sferą intymnych relacji międzyludzkich.

Zaktualizowana wersja bogini miłości, Afrodyta, bez ogródek przyznaje, że miłość jest tymczasowa i warunkowa. Prawdziwa miłość zawsze mija, przechodzi mimo. Przemyka się wobec[2]. Dla niektórych bohaterów niepewność i tymczasowość wpisane w naturę ponowoczesnych związków zdają się być czymś oczywistym. Nieznane i budzące niepokój wydają się cechy przeciwne: pewność, wieczność, wyłączność. Poczucie absolutnego przekonania o prawdziwej miłości do jednej osoby budzi w Pawle jedynie przerażenie, a nie spokój i szczęście. Inne postacie również zauważają zmianę obowiązującego modelu związku, lecz fakt ten nie zdaje się łączyć z poczuciem nieszczęścia czy cierpieniem.

Małżeństwo przestało być głębokim związkiem dwojga ludzi, a stało się firmą, spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, której działalność wolno bez większego trudu zawiesić albo nawet – ogłosić upadłość, bankructwo[3].

Bohaterowie dostrzegają, akceptują i bez protestu wprowadzają w życie takie zasady. Początek związku z Kamą kojarzy się Arturowi z negocjowaniem zasad umów, które zawiera w pracy. Wzajemne stawianie warunków przypomina raczej rodzaj transakcji niż obietnice i wyznania składane przez dwoje kochających się ludzi. Umowa nie obejmuje nawet zasady wierności, którą Artur i tak łamie jeszcze przed ślubem, zdradzając narzeczoną z Anką.

Część bohaterów nie tylko nie cierpi w związku ze zmianą charakteru relacji międzyludzkich, ale jawnie próbuje znaleźć szczęście w miłości oddalonej od tradycyjnego schematu, a więc ponowoczesnej w swoim charakterze. Osamotniona Olga zakochuje się w młodym chłopaku, niegdyś zasadnicza i konserwatywna Kama wiąże się z wyzwoloną boginią Nike, zaś Hermes, Ares i Eros tworzą nowy model homoseksualnej rodziny z dzieckiem.

Ukazując tak szerokie spektrum relacji międzyludzkich Karpowicz zdaje się mówić, że przyczyną związanych z nimi cierpień może być zarówno ponowoczesność, jak i jej przeciwieństwo – tradycjonalizm i konserwatyzm. W rodzinie jako koncepcji irytuje mnie to, że ludzie myślą, iż obowiązuje jeden model: kobieta, mężczyzna, dzieci, dom, samochód, kredyt[4] – mówi wprost w jednym z wywiadów. Poprzez historie swoich bohaterów, w których jest miejsce na związek kobiety z dużo młodszym mężczyzną czy relacje homoseksualne, sprzeciwia się katolickiemu wariantowi życia rodzinnego. Źródła niepowodzeń w próbach budowy niestandardowych związków upatruje w polskiej nietolerancji i zaściankowości, która niszczy uczucie zrodzone pomiędzy Olgą a Jankiem. Inne historie pozostawia otwarte, jak choćby zalążek rodziny Aresa, Hermesa i Erosa, sugerując, że istnieje szansa na ich powodzenie. W relacjach bohaterów Balladyn i romansów ponowoczesność zdaje się być zarówno odniesieniem negatywnym, jak i pozytywnym. To pierwsze dochodzi do głosu, kiedy miłość traktowana jest jako rodzaj rozrywki (nadużywająca seksu Anka) lub interesownie i przedmiotowo, jako środek do osiągnięcia innych celów (związek Kamy i Artura). Drugie daje o sobie znać podczas tworzenia relacji odbiegających od powszechnie przyjętego modelu, które dają jednakowe, jeśli nie większe szanse na osiągnięcie indywidualnego szczęścia, co wizja rodziny w duchu katolickim.
  
Przez piątą powieść Karpowicza przemawia sugestia autora, że ponowoczesność co prawda bywa źródłem cierpień, jest jednak już tak mocno zakorzeniona w otaczającej nas rzeczywistości, że należy ją raczej oswoić i nauczyć się żyć w nowy sposób, niż podejmować się walki z wiatrakami. Tak, jest w „Balladynach” tęsknota za paradygmatem, który już odszedł, za poukładanym światem, za tym, że Bóg na niebie, że Duch Święty w każdym tchnieniu. Jest tęsknota za sensem i celem. Za przyczyną i skutkiem. Lecz ta tęsknota biegnie do świata, którego już nie ma[5] - mówi w wywiadzie i na kartach powieści. Bohaterowie Karpowicza, którym towarzyszą tego rodzaju tęsknoty, zdają się doświadczać ponowoczesności jako szansy na pewną odmianę. Ich życie nie należy do najszczęśliwszych, winić za ten stan można jednak nie tylko realia otaczającej ich rzeczywistości, ale też świat wewnętrzny, prywatny, pełen rodzinnych traum, urazów z dzieciństwa, doświadczeń nietolerancji i trudnych cech charakteru. Ze strony ponowoczesności doznają cierpienia w postaci poczucia niepewności, zagubienia i chaosu oraz zdrady będącej następstwem swobody seksualnej. Ta sama ponowoczesność otwiera też przed nimi szansę na szczęście, po które sięgają, porzucając skostniałe zasady czy wstępując w nowe, odważne związki. Podążając tropami bogów, będących wcieleniami ponowoczesnych cech, bohaterowie powieści oswajają świat, który przyszło im zamieszkiwać. Większość ich historii pozostaje niedokończona, trudno więc określić, czy dominuje w nich szczęście, czy cierpienie. Otwarcie się bohaterów na wpływ dzisiejszych realiów, na pewno oznacza nadanie ich życiu nowej jakości. Niezgoda na warunki rządzące płynną rzeczywistością, niezależnie od tego, czy są one źródłem udręki, czy pomyślności, oznacza dziś wyrzeczenie się życia w ogóle.

Współczesny człowiek ukazywany przez Karpowicza pod postaciami różnych bohaterów, choć zdaje się być słaby, niepewny i pogrążony w bierności wobec rzeczywistości, musi poradzić sobie ze świadomością, że świat sprzed doby ponowoczesnej zwyczajnie nie istnieje. Jego najważniejszym zadaniem jest znalezienie na nowe okoliczności indywidualnego remedium. Trafnym podsumowaniem sytuacji człowieka w konfrontacji ze współczesnością jest stwierdzenie Leszka Bugajskiego: profanum pożarło sacrum. Ale nikt z tego powodu specjalnie nie cierpi[6]. Teza ta zdaje się wtórować przesłaniu Balladyn i romansów Ignacego Karpowicza.



[1] I. Karpowicz: Piszę swoją klęskę. Rozmowę przeprowadziła Justyna Sobolewska, „Polityka” 2010, nr 44, s. 91.
[2] Idem, Balladyny i romanse, Kraków 2010,  s. 506.
[3] Ibidem, s. 111.
[4] Idem: Piszę swoją klęskę…, s. 91.
[5] Ibidem, s. 92.
[6] L. Bugajski, Profanum pożarło sacrum, „Twórczość” 2011, nr 4, s.92.


2 komentarze:

  1. Moje spojrzenie na tę książkę jest niestety znacząco odmienne. Szczegóły tutaj:
    http://klub-aa.blogspot.com/2014/06/galimatias-nominowany.html
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, każdy ma prawo do własnego zdania :) Pozdrawiam również

      Usuń