niedziela, 6 października 2013

Danilo Kiš "Encyklopedia umarłych"

CHODZĄCA ENCYKLOPEDIA

Dzisiejsza kartka martki, mimo tego, że jest kolejnym śmieciem wyciągniętym z polonistycznej szuflady, będzie zapowiadać następny wpis, który wkrótce się tu pojawi. Nie odmówię sobie przecież napisania kilku zdań o książce, która wypełnia swoimi zdaniami prawie 700 stron i zajmuje znaczną część mojej weekendowej (nie)aktywności. Tytułu na razie nie ujawniam, choć jest on dla mnie znaczący, za to przypominam tytuł (niestety!) mało znany, a ważny nie tylko dla refleksji o poznawczej funkcji literatury, którą właśnie się zajmę.

W tradycji teoretycznoliterackiej istnieje bowiem przekonanie, że ta rola literatury jest niewątpliwym faktem i istotną wartością. Dzieło literackie zwykło się postrzegać jako zapis realności. Książka niczym zwierciadło przechadzające się po gościńcu ma odbijać świat zewnętrzny i odsyłać do rzeczywistości. Jednak czy Stendhalowski gościniec nie jest dziś zbyt zatłoczony ogromem wydarzeń, tętniący życiem stąpających po nim ludzi, zmienny i nieprzewidywalny, by nadal mógł dać się zatrzymać na powierzchni lustra lub kartki w kajecie pisarza?

Wiele do powiedzenia w tej kwestii ma pewien bałkański pisarz, Danilo Kiš. Jego mało znana w Polce twórczość często porusza właśnie ten problem. W opowiadaniu Encyklopedia umarłych niemal słychać głos autora mówiącego: „a teraz pora na mały wykład o funkcjach poznawczych literatury”. Bohaterka utworu trafia bowiem do niezwykłej biblioteki, gdzie pośród niezliczonej ilości ksiąg, będących biografiami nieżyjących ludzi, znajduje życiorys swojego zmarłego ojca.

Kobieta zachwyca się obrazem świata zawartym w znalezionej przez nią książce, urzeka ją obfitość szczegółów, z których składa się życie, dokładny opis stosunków panujących między ludźmi, myśli, zdarzeń, krajobrazów. Pedanteria autorów Encyklopedii nie jest dla niej nużąca, wręcz przeciwnie – dostarcza głębokich wrażeń estetycznych. Okazuje się, że książka traktowana jako komunikat poznawczy, w tym wypadku Encyklopedia, nie musi być nudna jak… encyklopedia.

Autorami Encyklopedii oraz zapewne wieloma innymi pisarzami kieruje przeświadczenie o wyjątkowości wszystkich poszczególnych wydarzeń, które składają się na prawdę o życiu. Skoro nic dwa razy się nie zdarza, tym bardziej to, co się już zdarzyło, wymaga uwiecznienia, by było dostępne dla innych. Każde takie wydarzenie tworzy wspólną nam wszystkim historię, a suma losów ludzkich składa się na jakąś prawdę o życiu, która dzięki literaturze może być rozpowszechniona i dostępna. W Encyklopedii mówi się przecież nie tylko o detalach świata materialnego, ale i o stanach duchowych człowieka, poglądach na sprawy najważniejsze, o normach i wątpliwościach moralnych. W ten sposób Encyklopedia staje się metaforą literatury w ogóle, bowiem tak jak ona stara się uchwycić otaczającą nas rzeczywistość i zachować jej obraz dla innych.

Podobnie jak całość literatury, samo opowiadanie Kiša jest silnie zakorzenione w realnym świecie, ponieważ pomysł utrwalenia wszystkich szczegółów ulotnej rzeczywistości nie należy do bałkańskiego autora. W umieszczonym na końcu zbioru opowiadań Post scriptum informuje on o działalności archiwistów mormońskich z kościoła w Salt Lake City, którzy w podziemnych salach wywierconych w Górach Skalistych rejestrują nazwiska miliardów ludzi z całego świata i przechowują je na mikrofilmach. Podając taki komentarz, Kiš zdaje się sugerować, że idea ogarnięcia wszystkich detali ludzkiego życia jest możliwa w realizacji.

Ktoś mógłby jednak powiedzieć, że ostatecznie przygoda bohaterki opowiadania Kiša z nietypową encyklopedią okazuje się przecież tylko jej snem, a pomysł z odtworzeniem życia ludzkiego na papierze to ułuda, zatem pełnienie przez literaturę funkcji poznawczych także jest utopią. Jednak myśląc w ten sposób, równie dobrze można uznać, że cała nasza rzeczywistość jest snem, żyjemy w Matriksie i wszystko tylko nam się wydaje, a prawdziwe życie jest gdzie indziej. Takie pomysły pojawiają się w filozofii, literaturze i kulturze od wieków, a Danilo Kiš wcale nie próbuje być mądrzejszy od wielkich tego świata. Po prostu bardziej prawdopodobne wydaje się, że aby dowiedzieć się czegoś o życiu naszym i naszych znajomych nie trzeba wchodzić na Facebooka ani wkradać się do archiwum mormonów. Wystarczy otworzyć dowolną książkę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz