poniedziałek, 4 listopada 2013

Milan Kundera "Śmieszne miłości"

KTO SIĘ ŚMIEJE OSTATNI?

Jak iść przez teraźniejszość z zawiązanymi oczyma?  Jak nasze zamiary mają się do rzeczywistości? Który świat jest pozorem, a który odbiciem prawdziwych zdarzeń? Jak silne są złudzenia, w które święcie wierzymy? Jaki obraz samego siebie widzimy w oczach innych? Ile jesteśmy w stanie zaryzykować lub poświęcić, by odmalować ten portret w najjaśniejszych barwach?


Przede wszystkim o tych sprawach, wbrew tytułowi, traktuje Milan Kundera w zbiorze opowiadań Śmieszne miłości. Pośród powyższych pytań kryje się oczywiście kilka miłości, lecz wydaje się, że bardziej bylibyśmy skłonni nazwać je miłostkami, romansami czy flirtami napędzanymi ambicją i pożądaniem. To właśnie one stanowią reguły gry, którą zdaniem Kundery jest ludzkie życie, mające sens na tyle, na ile potrafimy się nim bawić, ryzykować, poszukiwać. Poprzez słodko-gorzkie historie swoich bohaterów autor bezlitośnie kpi z młodzieńczej naiwności i idealizmu, nie zostawiając suchej nitki zwłaszcza na micie romantycznej miłości. Ten demaskuje na tyle sposobów, że właściwie zapominamy o jego istnieniu. Ktokolwiek zaś w niego uwierzy, jest skazany tylko na śmieszność.

Charakter tej śmieszności oddaje już podtytuł tomu: Anegdoty melancholijne. Czytając zawarte w nim historie, owszem, niejednokrotnie można się uśmiechnąć czy nawet zaśmiać, jednak po namyśle okazuje się, że to śmiech przez łzy płynące na widok ludzkiej głupoty, naiwności i bezradności w zmaganiach z życiem. Pod względem konstrukcji opowiadania są dość różnorodne: pisane jednym ciągiem lub z podziałem na minirozdziały opatrzone tytułem bądź tylko numerem, jedne z wyraźną puentą, inne jakby urwane w połowie zdarzeń. Fabularnie i ideowo są jednak do siebie na tyle podobne, że czyta się je jak pełną ironii powieść o ludziach uwikłanych w nierówną grę, jaką jest życie. Jeśli ktoś się w tym wszystkim śmieje, to kto się śmieje ostatni? Lekkie w lekturze i frywolne w treści opowiastki łatwo mogą dać pozór, że z tej gry można jakoś wyjść suchą nogą. Okrutna prawda leży jednak na dnie jeziora goryczy, rozczarowań i absurdów.

Mimo całego wdzięku opowiadań Kundery, umieściłabym je jednak na marginesie jego twórczości. Podjęte tu tematy w sposób pełniejszy, głębszy i wielowymiarowy pisarz rozwija jednak w powieściach – Żart, Nieznośna lekkość bytu czy Życie jest gdzie indziej. Nie znaczy to wcale, że opowiadań nie warto przeczytać, przeciwnie – zapiski na marginesach nierzadko bywają przecież tak błyskotliwe, zabawne czy awangardowe, że nie mieszczą się w głównym nurcie. Śmieszne miłości pod tym względem nie rozczarowują.

Na marginesie mojej notatki pochwalę natomiast nowe wydanie książki, które bije na głowę poprzednią edycję PIW-u torturującą fanów Kundery bardzo drobnym i gęstym drukiem.  Sympatyczne było jeszcze starsze, katowickie wydanie Śmiesznych miłości w serii Biblioteki Pisarzy Czeskich i Słowackich ze świetnym wstępem Witolda Nawrockiego i kolażowymi ilustracjami z Moną Lisą w roli głównej. Chwała jednak wydawnictwu W.A.B. za pomysł wznowienia całego dorobku Kundery i to w tak gustownej formie. Nic, tylko czekać na kolejne tomy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz