poniedziałek, 9 grudnia 2013

Małgorzata Rejmer "Bukareszt. Kurz i krew"

SPECJALIŚCI OD TRAUMY

Nad pięknym, modrym Dunajem wyrósł naród, którego historia to dzieje zależności od Rosji, podporządkowania faszystowskim Niemcom i niewoli zgotowanej przez własnego rodaka. Architektura stolicy tego kraju jest groteskową mozaiką zabytkowych cerkwi ukrytych wśród socrealistycznych blokowisk, nad którymi góruje monstrualny Pałac Parlamentu. Wśród narodowych cech mieszkańców prym wiodą nieufność, bierność, fatalizm i posłuszeństwo wobec władzy. Rumunia, bo o tym kraju mowa, stanowi niezwykle ponure tło, na którym Małgorzacie Rejmer udało się jednak odmalować przepiękny portret Bukaresztu, choć to piękno niezwykle trudne, gdzie złoto miesza się z błotem, a Orient z obłędem.

Używając właśnie tych słów, autorka tytułuje dwie główne części książki Bukareszt. Kurz i krew. Pierwsza z nich, Komunizm. Złoto i błoto traktuje o czasach Rumuńskiej Republiki Ludowej znajdującej się pod wpływem dominacji Związku Radzieckiego. O czasach przesłuchań, donosów i więzień dla wszystkich „podejrzanych” przez władze, nieziemskich tortur i morderczej budowy kanału Dunaj-Morze Czarne, w czasie której umierało się z głodu, wyczerpania i z powodu wypadków. Wreszcie o epoce dyktatury Nicolae Ceauşescu i jego chorych pomysłach z dziedziny architektury i polityki społecznej, które miały zbudować potęgę Socjalistycznej Republiki Rumunii. Zamiast tego zburzyły szczęście niezliczonych rodzin, których ojcowie ginęli przy budowie Domu Ludu, a matki ograniczone Dekretem 770 delegalizującym środki antykoncepcyjne i aborcję, usuwały niechciane ciąże domowymi metodami, które były bolesne, niebezpieczne dla zdrowia, a na pewno uwłaczające ludzkiej godności. Ceauşescu zrównał z ziemią najpiękniejsze wille z XIX wieku, zabytkowe świątynie, klasztory i szpitale, by zrobić miejsce na budynki rządowe i gigantyczny pałac. Pomogło mu w tym trzęsienie ziemi w 1977. Ci, którym udało się je przeżyć, nie wracali spod gruzów do swoich domów, ale byli upychani w ciasnych, burych blokowiskach na obrzeżach miasta, które miało świecić blaskiem świetności bezlitosnego przywódcy.

Pierwsza część książki najbardziej ocieka krwią, pachnie strachem i nędzą. W drugiej, nieco tylko lżejszej, zatytułowanej Międzywojnie. Oko i ostrze, Rejmer pokazuje blichtr lat 20., zagłuszony już w kolejnym dziesięcioleciu przez gromkie okrzyki „Heil Hitler!”.  Być może autorka zrezygnowała z chronologii, by na początku zaszokować czytelnika najbardziej wstrząsającymi momentami z historii Rumunii, a może po to, by wpasować się w jej charakter i postąpić na opak. Prawdziwie chaotyczna, wielowymiarowa i może właśnie przez to tak fascynująca jest bowiem obecna Rumunia opisana w części trzeciej – Współczesność. Orient i obłęd.  To tu jesteśmy uczestnikami wycieczek taksówkami przez „imaginarium stylistyczne” czy „postmodernizm totalny”, jak nazywa bukaresztańską architekturę kolega autorki. Rejmer podejmuje też rozmaite wątki z zakresu współczesnej rumuńskiej kultury (od najczarniejszego na świecie humoru po głośny dokument całkiem na serio - Droga na drugą stronę) i obyczajowości (np. wiara w rzucanie uroków), które składają się na niepojętą mozaikę.

Brawurowy język autorki, który dał o sobie znać już w debiutanckiej Toksymii,  w słowach reportażu wibruje i błyszczy jeszcze wyraźniej. Rejmer po mistrzowsku nazywa nieoczekiwane emocje, wybiera zaskakujące epitety i tworzy nieużywane w codziennej mowie, lecz niezwykle obrazowe porównania. Wszystkie te zabiegi składają się na treść, która przynależy do literatury faktu, ale brzmi jak poezja.

Rumunia jest różowym tortem, na którym po kolei gasną wszystkie świeczki. (s. 22)

Piękny jest ten Bukareszt, trochę pyszny, trochę fikuśny, wrzodowaty na obrzeżach, lecz w centrum tłusto przypudrowany. (s. 134)

Odkąd odkryłam, że szara identyczność bloków jest złudna, budzą we mnie czułość. (s. 170)

Ta pustka jest chyba najgorsza, jest jak wybite zęby w marmurowej szczęce bulwaru. (s. 201)

Mimo że Rejmer pisze o mieście – a więc głównie o jego architekturze i dziejach, nie zapomina, że w każdej historii zanurzony jest człowiek.  Autorka ukazuje bardzo ludzkie oblicze Bukaresztu i wnikliwie analizuje stosunki panujące między jego mieszkańcami na przestrzeni lat. Toksyczne relacje charakteryzujące warszawian, tak trafnie i barwnie opisane przez Rejmer w powieści Toksymia, dotarły i do Bukaresztu, tyle że na skutek eksperymentów Ceauşescu. Dekret delegalizujący antykoncepcję i aborcję wpłynął przecież nie tylko na psychikę kobiet, ale i relacje między małżonkami oraz samoświadomość „dzieci z dekretu”, które wiedziały, że żyją tylko na skutek niechcianej ciąży lub nieudanej aborcji. Autorka bezbłędnie dostrzega, jak wielka trauma ciąży nad całym społeczeństwem rumuńskim, które ponad 20 lat po rewolucji nadal tkwi w psychicznej niewoli.

Podobno historie, w których jest tylko cierpienie, nie mają żadnej wartości (s. 39). Mimo że w reportażu opowiedzianym przez Małgorzatę Rejmer cierpienie zdecydowanie dominuje, książce nie sposób odmówić wartości, które gwarantują jej niezachwianą pozycję w kanonie gatunku. Bukareszt. Kurz i krew jest nie tylko świetnie skonstruowanym reportażem o życiu pewnego miasta.  Książka Rejmer to także uniwersalna opowieść o życiu w ogóle, a zwłaszcza o jego drugiej stronie – o śmierci, której nie można uniknąć, ale nie należy też zbyt łatwo się poddawać. To przypowieść o władzy, która ma wpływ nie tylko na dane społeczeństwo w określonym czasie, lecz wywołuje nieodwracalne zmiany w narodowym charakterze. Reportaż Małgorzaty Rejmer idealnie oddaje istotę miasta, o którym traktuje, bo mimo treści pełnej bólu i śmierci, bez trudu można odnaleźć w nim swoiste piękno.


***

Wszystkie cytaty za: M. Rejmer, Bukareszt. Kurz i krew, Wołowiec 2013.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz