piątek, 28 lutego 2014

Marta Sztokfisz "Chwile, których nie znamy"

GRECHUTA BEZ LEGENDY

Nieśmiały chłopiec z Zamościa i targany chorobą psychiczną król polskiej estrady, który zawsze najwyżej cenił poezję. Taki portret artysty z czasów młodości i dojrzałości otrzymujemy w książce Marty Sztokfisz „Chwile, których nie znamy. Opowieść o Marku Grechucie”.

Życie gwiazdy stanowi czasem materiał, którego nie sposób zepsuć. Marta Sztokfisz włożyła w napisanie tej książki wiele pracy. Musiała zmierzyć się zarówno z mitami krążącymi wokół artysty (rzekomy alkoholizm), jak i niechęcią ze strony jego rodziny do udzielania informacji (brak tu jakichkolwiek wspomnień żony artysty). Na pewno nie pomagał też fakt, że Grechuta był człowiekiem nieśmiałym i skrytym, wiodącym życie pozbawione ekscesów i skandali, a to, co najciekawsze, działo się w jego głowie.

Całość rozciąga się od związku rodziców Grechuty i jego dzieciństwa w Zamościu, aż po samą śmierć bohatera. Poznajemy blaski i cienie młodości spędzonej w ukochanym Krakowie, gdzie Grechuta studiował architekturę i rozpoczynał karierę muzyczną, a także dojrzałe lata, które upłynęły na polskich i zagranicznych scenach. Źródła pobrzmiewającej w jego twórczości tęsknoty za czymś idealnym, lecz bezpowrotnie utraconym Sztokfisz upatruje już w wydarzeniach z wczesnego okresu życia Grechuty – w rozwodzie rodziców i rozstaniu z pierwszą miłością.

Sztokfisz nie stawia Grechucie pomnika. Autorka z zaangażowaniem opowiada nie tylko o talencie Marka, ale i o jego słabych stronach, szczególnie o niszczącej mu karierę i życie osobiste chorobie maniakalno-depresyjnej. W książce znajdziemy wiele ciekawostek na temat artysty oraz ówczesne tło obyczajowe – kartki na żywność, stanie w kolejkach czy knajpy z wódką i zakąską. Przeczytamy też wypowiedzi znanych postaci (Grechutę wspominają m.in. Jerzy Stuhr, Magda Umer, Krystyna Janda, Kora Jackowska, Andrzej Mleczko, Artur Rojek), które wzbogacają wiedzę o bohaterze i urozmaicają narrację.

Przy tak udanym efekcie dziennikarskiej i pisarskiej pracy, trochę wstyd wypominać autorce drobne potknięcia, jak np. nieco drewniane dialogi z jej synem na początku książki. Marta Sztokfisz napisała rzetelną i pełną uroku książkę, dzięki której poznajemy Marka Grechutę nie tylko jako artystę, ale i człowieka. Ciekawa, stroniąca od plotkarskiego tonu biografia to w dzisiejszych czasach rzecz, którą należy docenić.

***

Recenzja ukazała się pierwotnie na stronie xiegarnia.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz