sobota, 22 marca 2014

Filip Zawada "Trzy ścieżki nad jedną rzeką sumują się"

MIĘDZY POEZJĄ A PROZĄ

Książka "Trzy ścieżki nad jedną rzeką sumują się" składa się z 81 króciutkich tekstów zapisanych na niespełna 20 stronach. W odautorskim komentarzu Filip Zawada sugeruje, że zbiór ten służy bardziej do oglądania niż do czytania i chyba warto skorzystać z tej rady.

Komentarz i wstęp tworzą jedyne w miarę spójne i konwencjonalne przekazy, które znacznie ułatwiają czytelnikowi poruszanie się po tym szczególnym tomiku. Same numerowane teksty wymykają się gatunkowym klasyfikacjom, dryfując gdzieś pomiędzy poezją a prozą. Najbliżej jest im chyba do aforyzmów, choć zawarte w nich spostrzeżenia często pozostają niejasne. Zbiór tekstów tworzy rodzaj mapy myśli. Drogowskazami nie są jednak ani numery aforyzmów, ani znaki interpunkcyjne, bo wszystkie zdają się być umowne. W lekturze tekstów powinni odnaleźć się fani muzycznych dokonań Filipa Zawady, tak samo pełnych poetyckości, swobody, gry skojarzeń i nieograniczonych możliwości interpretacyjnych.

Jedyną zasadą, która rządzi "Trzema ścieżkami…" jest powtórzenie. Pewne uczucia, zdarzenia i stany pojawiają się w tekstach po kilka razy i to w podobnych słowach czy frazach. Głównymi bohaterami tej „prozopoezji” zdają się być dziecko i ojciec uwikłani w naturę i kulturę, teraźniejszość i nieskończoność, boskość i cielesność. Poruszane przez nich abstrakcyjne kwestie (Co należy ocalić? Kiedy myśli Bóg? Czyim alter ego jesteśmy?) często rozgrywają się w całkiem namacalnej, przyziemnej scenerii (Telewizor śnieży. Parking nocą. Ślina na butach). Niektóre fragmenty dodatkowo komplikują zdania umieszczone w nawiasach z boku tekstów, które – jak chce autor – mają być „głosem niepewności”. Głos ten zdaje się zresztą być wyraźnie słyszalny w całych "Trzech ścieżkach...".

Nie sposób jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, gdzie i czy w ogóle sumują się ścieżki rozmyślań Filipa Zawady. Jednoznaczność i oczywistość na pewno nie są celem jego pisarstwa, dlatego też najnowszą książkę autora trudno nazwać udaną lub nieudaną. To raczej rodzaj językowej i myślowej gimnastyki, którą każdy może uprawiać, choć nie wszyscy muszą mieć na to ochotę.

***

Recenzja ukazała się na stronie literatki.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz