środa, 2 kwietnia 2014

Mateusz Janiszewski "Dom nad rzeką Loes"

KOLONIZACJA DOBROCIĄ

Tytuł reportażu Mateusza Janiszewskiego Dom nad rzeką Loes odnosi się do pewnej niebieskiej willi w Timorze Wschodnim. Budynek owiany aurą przemocy, przez jednych zapomniany, dla innych nawiedzony lub niezrozumiały, może być metaforą bolesnej historii całego państwa.
 
Dzięki książce Janiszewskiego poznajemy dzieje Timoru Wschodniego, który do 1975 roku był portugalską kolonią, a następnie został zajęty przez Indonezję. Kraj nie odzyskał spokoju nawet po wywalczeniu sobie niepodległości. Nadal borykał się z rządami kolaborantów opłacanych przez Indonezyjczyków, konfliktem między wschodem a zachodem wyspy oraz biedą i zacofaniem wynikającymi ze straszliwych zniszczeń przez ponad dwadzieścia lat okupacji. Mateusz Janiszewski, który pracował w Timorze Wschodnim jako lekarz wolontariusz, jak niewielu innych miał okazję z bliska zobaczyć ludzkie cierpienie, upokorzenie i zniewolenie, a także przyjrzeć się działaniu przemysłu humanitarnego.

W świetle reportażu nie ma on nic wspólnego z bezinteresownością. Autor zarzuca pracownikom międzynarodowych organizacji chciwość i wyrachowanie w niesieniu pomocy oraz ignorowanie faktu, że kolonizacja tak pojmowaną dobrocią nadal jest kolonizacją. Janiszewski bez skrupułów wytyka obojętność pielgrzymującemu na Timor Janowi Pawłowi II. Bezlitośnie obnaża też motywy zaangażowania w sprawy kraju Stanów Zjednoczonych i Australii. Z jego doniesień można wysnuć przygnębiający wniosek, że powodem śmierci setek tysięcy Timorczyków jest żądza władzy, a smutek azjatyckich tropików nigdy nie zostanie ukojony przez pozorowaną pomoc kolejnych wcieleń kolonizatorów.

Bohaterem reportażu nie jest sam Janiszewski, ale bezimienny, łudząco do niego podobny, opisywany w trzeciej osobie „zbieracz opowieści”. Jego doświadczenia i refleksje autor utrwala w króciutkich rozdziałach, pojedynczych obrazkach zawierających kolejne historie z Timoru. Taki sposób konstrukcji reportażu oddaje charakter tamtejszej kultury opowieści, nieustannego dyskursu i poszukiwania prawdy. Janiszewski unika jednoznaczności i interpretacji przedstawianych zdarzeń, co dla niektórych może być zarzutem wobec rzetelności reportażu. Książka stroniąca od arbitralnych wyborów, będąca zapisem doświadczeń i zasłyszanych opowieści, powinna jednak stanowić o jego sile.

Reportaż Janiszewskiego zasługuje na uznanie również ze względu na walory literackie. Książka napisana jest niemal poetyckim językiem, który skrzy się od ciekawych metafor, cytatów i zapadających w pamięć bon motów, a obok świadectwa doświadczeń bohatera, otrzymujemy też np. zapis jego snów. Choć może się wydawać, że rzeczywistość miesza się tu z fikcją, najokrutniejsze wątki fabuły przynależą jednak do sfery realności. Timor Wschodni jawi się w niej jako azjatyckie jądro ciemności, w którym rządzą pieniądze i przemoc. Dom nad rzeką Loes pozostaje zaś przede wszystkim wiarygodnym portretem ofiar tamtejszych konfliktów oraz przygnębiającą refleksją na temat praw człowieka i pomocy humanitarnej w dzisiejszym świecie.

***

Recenzja ukazała się na stronie literatki.com 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz