piątek, 4 lipca 2014

Ignacy Karpowicz "Sońka"

HISTORIA JAKO ŹRÓDŁO CIERPIEŃ?

„Czy to ma znaczenie, co wzrusza? Arcydzieło czy szmira?” – pyta bohater Sońki Ignacego Karpowicza. Najnowszej powieści pisarza z Podlasia zdecydowanie bliżej do arcydzieła, o czym świadczy nie tylko poziom wywołanego w czytelniku wzruszenia. Sońka jest książką, w której historia bohaterki spotyka się z opowieścią o niej i obie uchodzą z tego starcia cało.

Podstawową fabułę powieści stanowi zakazany romans wiejskiej dziewczyny i esesmana, dziejący się na Kresach w czasie II wojny światowej. Tytułowa Sońka po latach powierza koleje swojego losu Igorowi, reżyserowi teatralnemu z Warszawy, który przenosi jej historię na deski sceny. Melodramatyzm przeżyć bohaterki, która oprócz trudnej miłości doświadcza przemocy seksualnej ze strony ojca i wykluczenia z lokalnej społeczności, jest nieustannie przełamywany przez cynizm Igora.

Jego chłodny profesjonalizm nie powstrzymuje jednak wzruszenia, jakie wywołuje opowieść Soni. To dzieje miłości uderzającej nagle jak piorun kulisty, ale i miłości rozsądnej, dojrzałej, takiej, która przynosi prawdziwe szczęście. To także opowieść o tragicznym wpływie historii na osobiste ludzkie losy. Wielką historię, którą poznajemy w podręcznikach, bohaterka stara się z siebie zmyć „jak największe obrzydlistwo, jakie może dotknąć człowieka i przywrzeć do niego”. Mała, prywatna historia jest jednak warunkiem istnienia Soni. Sensem tworzenia opowieści jest ocalenie od zapomnienia pojedynczych ludzkich przeżyć, które łatwo mogą pogrążyć się w niebycie. W książce wyraźnie rysuje się teza, że żyjemy tylko przez moment w oczach i w słowach innych ludzi, a najdłużej w zbiorowej pamięci, którą powołują artyści tacy jak Igor.

Styl Sońki to popis prawdziwej językowej maestrii. Karpowicz doskonale naśladuje wiejską mowę mieszkańców spod wschodniej granicy, przeplataną zapomnianym, białoruskim dialektem. Znakomicie oddaje też mentalność prostych ludzi, chociaż zdawało się, że jest specjalistą od portretowania współczesności, co udowodnił w poprzednich powieściach, szczególnie w ościach. Ciekawostką jest przypisywanie myśli i słów również zwierzętom. Mówiąca suka o imieniu Borbus doskonale współgra z mikroświatem zapomnianego, żyjącego w myśl praw natury, nieco mitycznego Podlasia. Świat Soni toczy się bowiem zgodnie z rytmem przyrody, lecz zakłóca go przemoc wywołana nienawiścią, nietolerancją, pożądaniem, zemstą. Kresowa wieś nie jest zatem ani spokojna, ani wesoła.

Choć z pozoru może wydawać się odizolowana od dotychczasowej twórczości pisarza, Sońka idealnie wpisuje się w uniwersum Karpowicza. Wyraźnie słychać w niej echa Cudu w zakresie językowych stylizacji oraz Gestów w konstrukcji postaci Igora. Po fali pozytywnych recenzji i medialnym szumie wokół Sońki pozostaje mi przyznać jej jeszcze jedną wysoką notę. Książka Karpowicza czytana na gorąco lub z dystansu czy też słuchana w radiowej audycji, traktowana jak historia miłosna albo historia opowiadania historii zawsze się obroni, bo reprezentuje kawał dobrej i pięknej literatury. Uniwersalna wymowa Sońki pozwala przy tym mieć nadzieję, że jest to ten rodzaj piękna, które nie przemija.

***

Recenzja ukazała się na stronie literatki.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz