czwartek, 25 września 2014

Rafał Wojaczek "Wiersze i proza 1964-1971"

SKOŃCZONA KRUCJATA

Na tom „Wiersze i proza 1964-1971” składa się najbogatszy jak dotąd wybór utworów Rafała Wojaczka. Ta trudna i niepokojąca książka stanowi literackie zwieńczenie krucjaty, którą poeta prowadził przeciwko światu i samemu sobie.

Do twórczości Wojaczka nie ma sensu nikogo przekonywać. Autor od lat cieszy się ugruntowaną pozycją wśród licznych fanów, a pozostali nie szczędzą mu krytyki. Tę przepełnioną brutalnością i erotyzmem, skąpaną we krwi i innych wydzielinach, a zarazem bardzo subtelną w opowiadaniu o uczuciach poezję można kochać, nienawidzić albo po prostu jej nie rozumieć. Zbiór wierszy i prozy wydany przez Biuro Literackie nie zaskoczy zatem nikogo, kto zetknął się z twórczością wrocławskiego poety. Dla tych, którzy dopiero chcą się z nią zapoznać, książka stanowi zaś wyczerpujące kompendium – zawiera wiersze ze wszystkich wydanych tomików poetyckich Wojaczka, jak i te spoza zbiorów lub usunięte przez cenzurę, a także prozatorskie „Sanatorium”. Ten ostatni utwór, którego bohaterem jest poeta Piotr Sobecki – alter ego Wojaczka – najbardziej bezpośrednio nawiązuje do burzliwych losów skandalizującego twórcy. Jedyna w jego dorobku powieść wyróżnia się jedynie gatunkowo. Cielesno-metafizyczna tematyka, przesycona metaforyką, wyliczeniami i ekstremalnie długimi, barokowymi zdaniami forma zdecydowanie nawiązują do poetyckiej twórczości autora.

Prawdziwym rarytasem i nowością nawet dla zagorzałych kolekcjonerów publikacji Wojaczka jest faksymilowe wydanie jego brulionu z 1964 roku. Dołączenie do książki czegoś tak osobistego doskonale pasuje do bardzo intymnego i bliskiego ciału tonu twórczości Wojaczka. Fachowo wykonany reprint zeszytu, w którym poeta zapisywał swoje wiersze, pozwala na wgląd w jego proces twórczy. Śledzenie skreśleń, dopisków, alternatywnych wersji zdań i spisywanych naprędce notatek jest fascynującym doświadczeniem czytelniczym.

„Wiersze i proza 1964-1971” to pełna sprzeczności książka, którą trudno się czyta, ale i niełatwo o niej zapomnieć. Przedstawiona przez Rafała Wojaczka skrajnie ponura wizja świata, człowieka i relacji łączących go z innymi ludźmi równie mocno wciąga, co odpycha i dręczy.

***

Recenzję można też przeczytać na stronie xiegarnia.pl

niedziela, 21 września 2014

Ilona Wiśniewska "Białe"

ARKTYCZNA MELANCHOLIA

Na skutym lodem Spitsbergenie, norweskiej wyspie położonej w strefie polarnej, przez wiele miesięcy panują całkowite ciemności. Książka o takim miejscu mogłaby wiać nudą mocniej niż arktyczny wiatr. Białe przed jednym i drugim podmuchem bardzo skutecznie chronią ciekawość, z jaką Ilona Wiśniewska opisuje tajniki przyrody Spitsbergenu oraz ciepło, którym obdarza bohaterów swojego reportażu.

Akcja książki Białe obejmuje rok, ale zawiera doświadczenia zgromadzone przez autorkę w ciągu czteroletniego pobytu na wyspie. Przez ten czas zdołała poznać i przystosować się do warunków życia w klimacie, w którym występują dzień i noc polarna. Niegasnące przez wiele miesięcy słońce i spędzana w zupełnych ciemnościach zima wymagają siły psychicznej oraz wewnętrznej dyscypliny. Nieprzyjazną dla człowieka aurę rekompensuje za to bliskość i dziewiczość przyrody. Wyspa zdaje się należeć bardziej do zwierząt niż do ludzi, a na ulicach stolicy Longyearbyen można spotkać renifera równie często jak człowieka. Autorka wiele miejsca poświęca interakcjom człowieka z naturą, które w tak specyficznym miejscu są nieuniknione. Nie waha się pokazać także ich ciemniejszej strony, czyli myślistwa, nie szczędząc przy tym czytelnikom takich przysmaków, jak kanapka z językiem renifera.

Na przekór tytułowi autorka stara się ukazać wielobarwny portret wyspy. Próbuje odczarować wizerunek miejsca, w którym jest zimno, ciemno i nudno. Choć każdego czasem dopada tu arktyczna melancholia, w świetle książki życie na Spitsbergenie niewiele różni się od życia gdziekolwiek indziej i nie jest pozbawione ciekawostek. Oprócz Longyearbyen, które podobno wygląda jak plansza do gry w Eurobiznes, Ilona Wiśniewska pokazuje nam Piramidę, wysiedloną osadę górniczą, zamieszkiwaną niegdyś przez Rosjan pracujących w kopalni węgla. Obecnie to opuszczone miasteczko z budynkami zabitymi deskami, do których nierzadko zagląda jednak wścibskie oko turysty. Autorka z ironią wspomina o przemyśle turystycznym, który dociera tutaj wraz z pasażerami statków uzbrojonymi w aparaty fotograficzne, żądnymi ustrzelenia białego misia. Czytelników swojego reportażu zabiera również m.in. do Polskiej Stacji Polarnej i Globalnego Banku Nasion, przechowującego w tunelu wydrążonym w wiecznej zmarzlinie nasiona roślin z całego świata.

Abstrahując od mroźnego oblicza reportażu, Białe ma urok tych książek, które przedstawiają życie małych społeczności odciętych od świata. W opowieściach Wiśniewskiej nie znajdziemy jednak opisu egzotycznych obyczajów, bo przybysze z różnych zakątków globu, zamieszkujący wyspę tylko przez jakiś czas, nie mogli wykształcić wspólnej, jednolitej kultury. Choć warunki naturalne Spitsbergenu są raczej niezmienne i przewidywalne, miejsce to przenika aura tymczasowości i różnorodności. Bohaterowie książki, którzy wyłaniają się z wielkiego tygla kulturowego, nie tworzą raczej galerii osobliwości. Powody, dla których znaleźli się na Spitsbergenie, można sprowadzić do uniwersalnych, ludzkich spraw, jak zawiedziona miłość, utrata pracy, ucieczka w poszukiwaniu zapomnienia czy lepszego życia. Autorka w ciekawy sposób utrwala zwykłe historie zwykłych ludzi, o których bez niej świat pewnie by nie usłyszał.

Szczerość bohaterów, prawdziwość opisów nieposkromionej natury oraz intymny ton narracji składają się na udany debiut Ilony Wiśniewskiej. Książka jest zbiorem luźnych opowieści i niektórym czytelnikom może nieco brakować podsumowania czy szerszego spojrzenia na obyczajowość wyspy. Takie jednak po prostu zdaje się być życie na Spitsbergenie – fragmentaryczne, osobne i trudne. Jak mówi jeden z bohaterów Białego, wyspa jest więzieniem, w którym ma się absolutną wolność.

***

Recenzja ukazała się na stronie literatki.com