niedziela, 21 września 2014

Ilona Wiśniewska "Białe"

ARKTYCZNA MELANCHOLIA

Na skutym lodem Spitsbergenie, norweskiej wyspie położonej w strefie polarnej, przez wiele miesięcy panują całkowite ciemności. Książka o takim miejscu mogłaby wiać nudą mocniej niż arktyczny wiatr. Białe przed jednym i drugim podmuchem bardzo skutecznie chronią ciekawość, z jaką Ilona Wiśniewska opisuje tajniki przyrody Spitsbergenu oraz ciepło, którym obdarza bohaterów swojego reportażu.

Akcja książki Białe obejmuje rok, ale zawiera doświadczenia zgromadzone przez autorkę w ciągu czteroletniego pobytu na wyspie. Przez ten czas zdołała poznać i przystosować się do warunków życia w klimacie, w którym występują dzień i noc polarna. Niegasnące przez wiele miesięcy słońce i spędzana w zupełnych ciemnościach zima wymagają siły psychicznej oraz wewnętrznej dyscypliny. Nieprzyjazną dla człowieka aurę rekompensuje za to bliskość i dziewiczość przyrody. Wyspa zdaje się należeć bardziej do zwierząt niż do ludzi, a na ulicach stolicy Longyearbyen można spotkać renifera równie często jak człowieka. Autorka wiele miejsca poświęca interakcjom człowieka z naturą, które w tak specyficznym miejscu są nieuniknione. Nie waha się pokazać także ich ciemniejszej strony, czyli myślistwa, nie szczędząc przy tym czytelnikom takich przysmaków, jak kanapka z językiem renifera.

Na przekór tytułowi autorka stara się ukazać wielobarwny portret wyspy. Próbuje odczarować wizerunek miejsca, w którym jest zimno, ciemno i nudno. Choć każdego czasem dopada tu arktyczna melancholia, w świetle książki życie na Spitsbergenie niewiele różni się od życia gdziekolwiek indziej i nie jest pozbawione ciekawostek. Oprócz Longyearbyen, które podobno wygląda jak plansza do gry w Eurobiznes, Ilona Wiśniewska pokazuje nam Piramidę, wysiedloną osadę górniczą, zamieszkiwaną niegdyś przez Rosjan pracujących w kopalni węgla. Obecnie to opuszczone miasteczko z budynkami zabitymi deskami, do których nierzadko zagląda jednak wścibskie oko turysty. Autorka z ironią wspomina o przemyśle turystycznym, który dociera tutaj wraz z pasażerami statków uzbrojonymi w aparaty fotograficzne, żądnymi ustrzelenia białego misia. Czytelników swojego reportażu zabiera również m.in. do Polskiej Stacji Polarnej i Globalnego Banku Nasion, przechowującego w tunelu wydrążonym w wiecznej zmarzlinie nasiona roślin z całego świata.

Abstrahując od mroźnego oblicza reportażu, Białe ma urok tych książek, które przedstawiają życie małych społeczności odciętych od świata. W opowieściach Wiśniewskiej nie znajdziemy jednak opisu egzotycznych obyczajów, bo przybysze z różnych zakątków globu, zamieszkujący wyspę tylko przez jakiś czas, nie mogli wykształcić wspólnej, jednolitej kultury. Choć warunki naturalne Spitsbergenu są raczej niezmienne i przewidywalne, miejsce to przenika aura tymczasowości i różnorodności. Bohaterowie książki, którzy wyłaniają się z wielkiego tygla kulturowego, nie tworzą raczej galerii osobliwości. Powody, dla których znaleźli się na Spitsbergenie, można sprowadzić do uniwersalnych, ludzkich spraw, jak zawiedziona miłość, utrata pracy, ucieczka w poszukiwaniu zapomnienia czy lepszego życia. Autorka w ciekawy sposób utrwala zwykłe historie zwykłych ludzi, o których bez niej świat pewnie by nie usłyszał.

Szczerość bohaterów, prawdziwość opisów nieposkromionej natury oraz intymny ton narracji składają się na udany debiut Ilony Wiśniewskiej. Książka jest zbiorem luźnych opowieści i niektórym czytelnikom może nieco brakować podsumowania czy szerszego spojrzenia na obyczajowość wyspy. Takie jednak po prostu zdaje się być życie na Spitsbergenie – fragmentaryczne, osobne i trudne. Jak mówi jeden z bohaterów Białego, wyspa jest więzieniem, w którym ma się absolutną wolność.

***

Recenzja ukazała się na stronie literatki.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz