środa, 25 listopada 2015

Hubert Klimko-Dobrzaniecki "Samotność"

DZIENNIK MIZANTROPA

Gdyby Bruno Stressmeyer był w stanie kogokolwiek polubić, w pierwszej kolejności podałby rękę bohaterom Bernharda i Houellebecqa. Postać stworzona przez Huberta Klimko-Dobrzanieckiego to w zasadzie antybohater, który nie zaskarbi sobie przychylności czytelników. Powinno się za to tak stać z niewielką, lecz udaną powieścią pt. Samotność, będącą rodzajem dziennika mizantropa.

Ta miniatura na początku może wydawać się jedynie wprawką do właściwej powieści. Samotność otwiera bowiem monolog bohatera, który dokonuje swojej autoprezentacji. Opis codziennych czynności bogatego Austriaka i wyznania pełne nienawiści do przedstawicieli innych nacji, imigrantów, sąsiadów, a nawet psów zdają się nigdy nie skończyć. Te pod każdym względem niepoprawne poglądy czyta się jednak z dużą przyjemnością, bo Bruno wyraża je językiem pełnym ironii, sarkazmu i czarnego humoru.
Przez znaczną część książki nietrudno odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z nową definicją tytułowego, starego jak świat pojęcia. Samotność rozumiana jako przykry stan emocjonalny jest Brunonowi obca. Dla niego to oczywisty stan rzeczy, który czuje się w obowiązku pielęgnować, bo jest trzonem jego tożsamości. Bruno wydaje się samowystarczalny i na swój sposób szczęśliwy, a druga osoba byłaby mu potrzebna tylko do tego, by posmarować plecy kremem.
Narracja nabiera tempa i rumieńców, kiedy Bruno wraca z wakacji. Poznana w Chorwacji kobieta wprowadza w jego przewidywalnym życiu niemały zamęt. Dalsze postępowanie bohatera nasuwa czytelnikowi dręczące pytania. Czy można wieść życie kompletnie pozbawione celu? Czy warto go sobie wyznaczyć, choćby za wszelką cenę? Jak sprawdza się definicja samotności utworzona przez Brunona w zderzeniu z nieoczekiwanymi emocjami? A może jednak da się całkowicie ich wyzbyć?
Zakończenie książki niektórym wyda się oczywiste, dla innych niebezpiecznie otrze się o moralitet. Nie zmieni jednak faktu, że Samotność to dobra i ciekawa pozycja w niemałym już dorobku Huberta Klimko-Dobrzanieckiego. Napisana znakomitym stylem powieść, która w całości angażuje czytelnika w życie bohatera zupełnie niezaangażowanego. Powieść tym bardziej gorzka, jeśli zechcemy potraktować Brunona nie jako jednostkową i w dodatku fikcyjną postać, lecz reprezentanta części mieszkańców współczesnej Europy.
***
Recenzja ukazała się na stronie literatki.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz